niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 01.

Jeśli przeczytasz, proszę bądź tak miły i skomentuj moje dzieło ;) M xx  


- Hope! - słyszę głos mojej mamy, dobiegający z dołu.
Jęczę i staczam się z mojego łóżka, niezdarnie spadając na podłogę i zawijając się w kołdrę. Patrzę na zegarek, wiszący nad moim łóżkiem, który wskazuje 10:26, na co wzdycham i po odwinięciu się z białej pierzyny, schodzę na dół. 
  John siedzi przy stole, czytając gazetę i popijając świeżo zrobioną kawę. Gdy mnie zauważa, posyła mi uśmiech, którego nie odwzajemniam, po czym siadam przy stole. W ciągu jednej minuty pochłaniam naleśnik, zrobiony przez moją mamę i popijam sokiem pomarańczowym. 
- Coś nie tak? - pyta John.  
Nie, tylko zbudziłeś mnie z mojego snu z Ryanem Goslingiem.
- Nic. - mówię.
- Córeczko, mamy ci coś do powiedzenia. - marszczę czoło, gdy mama podchodzi do swojego partnera, a on łapie ją w talii. Nie lubię go.
- Jestem w ciąży, my pobieramy się za trzy miesiące. - mówi na jednym wdechu, a ja mrugam kilka razy, po czym wstaję i liczę w myślach do dziesięciu. Nigdy nie chciałam, by mama zaszła w ciąże z innym mężczyzną niż moim tatą.
- Nie - szepczę. - Nie. - powtarzam. Wydaje się, jakby cały świat zapadł się pod ziemię, a moje serce zatopiło w klatce piersiowej, łącząc się z żebrami. Tylko nie to.
- Wyjeżdżam.. - nie czekając na jej odpowiedź, ruszam do swojego pokoju, by jak najszybciej się ubrać i spakować. Bilety kupię później. Po przygotowaniu się, zbiegam na dół, co utrudnia mi czarna walizka. 
-  Delilah, zaczekaj! - woła mama.
Nie odzywam się i wychodzę, trzaskając drzwiami. Dopiero, co tydzień się zaczął, a ja już mam popsuty humor.


________________________________________________________________


Czekam na mój samolot, już dobre pół godziny. Kiedy wreszcie pasażerowie lotu nr 310 do Brooklyn'u zostają przywołani do bramek bezpieczeństwa, biorę swoją walizkę i ruszam. 
W samolocie siedzę obok starszej pani, która jest bardzo uprzejma, a ja dziękuję, że nie spoczywam obok natrętnego 14-latka z irokezem, który cały czas wali w nogi fotela przed sobą i bije swojego, jak przypuszczam, młodszego brata. Zakładam słuchawki i po kilku minutach, wsłuchiwania się w moje ulubione nuty, zasypiam.
Czuję lekkie szturchnięcie, które tym samym, budzi mnie ze snu.
- Lądujemy za 10 minut, zapnij pasy, kochanie. - uśmiecha się serdecznie, zapinając swoje, a ja odwzajemniam uśmiech, po czym powtarzam jej czynność i dwadzieścia minut później, wychodzę z samolotu.
Kieruję się do postoju taksówek, by złapać jedną i udać się do hotelu. Ta świadomość, że ktoś nieustannie ma wtopiony we mnie swój wzrok, powraca. Niespokojnie odwracam głowę to w prawą, to w lewą stronę, by dostrzec tego, który z niewiarygodną, mentalną siłą, usiłuje mnie jakby przyciągnąć do siebie i robić ze mną to, co od dawna chciał zrobić. Okej, teraz oficjalnie wariuję.
- Ho? - słyszę znajomy głos i odwracam się, by zobaczyć mojego brata, stojącego obok swojego samochodu. To niewiarygodne, że moje myśli zaszły tak daleko, by minąć własnego brata, który jak widać, na mnie czekał.
- Co ty tutaj robisz? - pytam, nieśmiało do niego podchodząc.
- Tak, też za tobą tęskniłem. - mówi, a jego głos opływa sarkazmem, jednak wiem, że w żaden sposób nie miał na myśli niczego niestosownie nieuprzejmego, więc wtulam się w jego bluzę. Nie widziałam go od 5 lat, kiedy musiał wyjechać.
- I tutaj przecież mieszkam. - zacieśnia ucisk, a po kilku następnych sekundach wypuszcza mnie i otwiera mi drzwi do auta. Wsiadam dziękując mu, po czym słyszę jak zapala silnik i rusza. Rozglądam się po okolicy, gdzie domki są jednakowej wielkości, a pomalowane są na bardzo jasne kolory, które współgrają ze sobą. Na prawie każdej posiadłości, mieści się ogródek łączący ze sobą wszystkie budynki. Neymar parkuje obok miętowego i wysiada, po czym wypuszcza mnie, wyjmuje moją walizkę i zamykając auto, kieruje się do drzwi. Wyciąga klucze i otwiera dom.
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem? - pytam, gdy ściągam buty i pozwalam sobie postawić walizkę obok drzwi. Szanse na to, że po prostu wpadł na pomysł,  że akurat przyjadę do niego, są minimalne.
- Um, mama zadzwoniła, że wyjechałaś i prawdopodobnie przyjdziesz do mnie.
- Jest po prostu nadopiekuńcza . - to tyle ile udaje mi się powiedzieć, zanim przygryzam wargę.
- Kogo to? - pytam, zmieniając temat i unosząc malutkie buciki z Nike. Są słodkie.
- Mojego synka. - odpowiada. Zaprasza mnie gestem ręki, by pokazać mi dom.
- Masz synka? Ile ma lat? - zadaję pytanie. Od czasu naszego ostatniego spotkania minęło pięć, równych lat, a ja nie wiedziałam nawet, że mój rodzony brat ma własne dziecko?
- Cztery, jest wspaniałym dzieciakiem, musisz go poznać.
Na końcu korytarza znajduje się pokoik od dziecka i muszę przyznać, że jest naprawdę dobrze urządzony. Prawie cała ściana pokryta jest plakatami z logiem bohaterów takich jak Batman czy Spider-Man. Łóżko znajduje się tuż pod oknem, a półki i pudła z najróżniejszymi zabawkami i książeczkami mieszczą się obok wolnej ściany. Ona zaś jest pomalowana na niebiesko.
- Nie sądzisz, że powinnaś pójść do jakiejś szkoły, skoro masz zamiar zostać tu na jakiś czas? - i tu powracają moje wcześniejsze przemyślenia o pójściu do college'u. Może to dobry pomysł, by pójść właśnie tutaj? Jest wiele szkół, do których mogłabym złożyć podanie.
- Właściwie czemu nie? - ziewam i nagle czuję zmęczenie, które przepływa przez moje ciało.
- Dobra, po prostu chodźmy spać, a jutro pomyślimy o szkole. - postanawia brat, i w tej samej chwili drzwi otwierają się. Chłopiec, wyglądający na około cztery latka podbiega do Neymara i wspina się, co wychodzi mu po kliku sekundach, na jego kolana. Po chwili do kuchni wchodzi kobieta, zapewne matka dziecka. Ściąga swój płaszcz i kładzie torebkę na blacie, po czym swój wzrok przenosi na mnie. Rzuca mi irytujące spojrzenie i odbiera swoje dziecko z rąk mojego brata. Jego oczy wyrażają zdezorientowanie, a ja nie mogę nic poradzić na to, że czuję to samo. W chwili, gdy postanawiam się przedstawić, kobieta chwyta swoimi długimi palcami skrawek bluzy Neymara.
- Musimy porozmawiać, ale najpierw połóż moje dziecko do łóżka. - odzywa się chłodno i kręcąc biodrami, co wydaje się robić specjalnie, wychodzi z kuchni. Neymar wzrusza ramionami.
- Pójdę go położyć, jeśli chcesz, możesz wziąć prysznic. Drugie drzwi po lewej. - wskazuje głową na korytarz, po czym uśmiecha się i znika za drzwiami.Wzdycham i biorę swoją walizkę, która nadal stoi obok drzwi, a następnie zamykam się w łazience.


_______________________________________
Hej hej hej! Jest pierwszy rozdział, dodaję go tak późno, w sumie z braku pomysłów. Naprawdę trudno było mi go napisać, ale ogarnęłam się i jest. Co prawda krótki, ale 'z wiekiem' będą coraz dłuższe. Dziękuje i baaardzo zależy mi na waszej opinii, dlatego skomentuj, jeśli przeczytasz :)  M xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Proszę, skomentuj! Dla ciebie to chwila, a dla mnie to chęć i
motywacja do dalszego działania

Szablon by S1K